Strona główna

K jak Kraków, R jak romantyczny


Jakiś miesiąc temu zupełnie przypadkiem wypełniając ankiete na Onecie, nie przypuszczałam, że będę miała tyle szczęścia. „Romantyczny weekend w Krakowie”- powiedział bardzo miły pan przez telefon i szczerze pogratulował. A ja nie do końca wtedy jeszcze wiedziałam czy to szczeście czy nie, czy skorzystam czy nie, bo w nasz codzienny grafik mimo iż mamy dużo czasu to trudno jednak coś ulokować. I tak oto na te całe 4 miesiace kiedy można było cos wybrac znalazła się jedna pewna data 6-8 stycznia. Ale kiedy ją razem z Pawłem wybierałam, jeszcze nie miałam pojęcia ze te dwa dni będą jednymi z najpiękniejszych w moim zyciu…
6 stycznia o 13:30 wsiadłam do pociągu. Ja, Marta która panicznie boi się pociągów jeszcze bardziej autobusów wsiadałm do pociągu i zajęłam grzecznie miejsce w przedziale by 2 godziny potem uśmiechnąć się do mojego niedzwiedzia. Dalej było z górki 4 godzny w pociągu, zwiedzanie dworca i bezproblemowe znalezienie hotelu. Hotel 15 metrów od rynku, piętra 3, gwiazdek 3, kobieta wydająca klucz jedna. Następnie pietro pierwsze, apartament razy jeden, cena zbyt wygórowana trzycyfrowa, w środku najważniejsze łoze małżeńskie sztuk jeden i wanna z hydromasażem tez jeden. Wiecej sprzętów nie opisuje, bo to były moje ulubione. W imieniu Pawła dopisze tylko ze śniadania były duzze .Samo zwiedzanie było całkiem przyjemne, no może tylko później przestawało być kiedy zaczynaliśmy być głodni i zmarznieci. Choc moje pragnienie herbaty było wieksze niż mojego kochanego niedzwiedzia. Skoro już przypadkiem poruszyłam temat włochaczy, to jednego takiego, tez bruneta znaleźliśmy w Muzeum Czartoryskich. Biedak musiał coś wielkiego przeskrobac, skoro go tak powiesili łapami do góry. Mój na szczęście był grzeczny wiec mogliśmy ruszyć dalej. Kierunek Wawel. Brrrr… na sama myśl już mi zimno. Na Wawelu po kilku nakręconych filmach poszliśmy sobie pooglądac komnaty królewskie. Pawłowi spodobała się sala balowa a mi sufity Później skoczyliśmy czy może lepiej ześlizgnęliśmy się z górki by odwiedzić smoka. Chyba nas nawet polubił bo zionął ogniem kiedy zaczepiony przez nas pan robił zdjęcie. Będzie kolejne do albumu. Zaraz po tym przyszedł czas na to co ja podczas mrozów lubie najbardziej…herbatkę. Po herbatce małe zakupy i do wanny. A wanna proszę państwa nie była byle sobie. Woda gorąca mydło pachnące i maksymalny relaks. Tego chyba nam obojgu było trzeba po ciezkim dniu, czy tam nawet po wielu ciezkich dniach. Co było dalej to już cenzura objęte…
O własnie tutaj wyżej było.
Buziaki dla niedzwiedzia za to że ze mną tam był:**KC

anioleczka 2006-01-08 23:07:32
skomentuj (9)