Strona główna

****** słodki listopad *****


Tytuł notki to tytuł filmu, który własnie mi sie przypomniał. I usmiecham sie teraz bo pamietam słowa, że jestem jak ta kobieta, co główna role w nim grała. No ale nie ważne... Ważne jest to co teraz...listopad?.
Miesiac ten zawsze kojarzył mi sie z ciocią Maria i jej wizytami u wrózek, tarocistek, horoskopami. Z nich wynikało że będzie bogata, wyjdzie za maż, urodzi dziecko. A kiedy miało zdarzyć się coś niedobrego, wszytskie znaki na niebie i ziemi krzyczały jej UWAŻAJ, a ona wtedy stawała sie ostrożniejsza. Na nic się zdały uwagi babci ze przeciez nie warto sobie głowy takimi rzeczami zaprzątać. "Lepiej inwestowac w przyszłośc niz starać sie ja przewidywac". Ciekawość cioci była silniejsza. A może raczej te karty i wróżby dawały jej jakis cień nadziei, której sama nie miała. Takiej małej, malutkiej nadziejki, nadziejeczki ze jutro jej życie nabierze jakiegoś głębszego sensu. Ze będzie szczęśliwa. Bo tak w sumie to kto z nas nie chciałby byc szcześliwy. Nie martwic sie o takie błahostki jak niezapłacony rachunek telefoniczny, skupiając sie na kochaniu, marzeniu, pasji....
W listopadzie to nawet mi przydałaby sie ta nadzieja. Nie ważne czy od wrózki, cyganki czy z głupiego horoskopu na onecie. No ale racjonalnie na to patrzac to zycie jest nieprzewidywalne. I skąd w ogóle taki pomysł mi do głowy wpadł? Do tej pory w tym misiącu było 28 nocy a każdej śnili mi sie ludzie z przeszłości. Chyba nawet nikogo nie pominełam. Tym sposobem nie tylko spotakłam tych wszytskich ludzi których znam ale tez zwiedziałam Anglię, Gniezno, Sejm i Afrykę. (?)Długo myślałam (no tak bo ja analizuję wszytsko, jakby ktoś nie pamietał)skąd to sie bierze. Skąd te wszytskie złe mysli. Bo widzicie nawet ksiażka co nie miała zakończenia, ja cholernie nie lubie takich ksiazek, spowodowała ze widziałam wszytsko na czarno. Ta kobieta, chora kobieta która tak pieknie przezyła swoje zycie i która miała prawo zyc jeszcze z jakies 80 lat (tyle miała do setki) u mnie nie miała szans.Zabiłam ja myslami pozbawiając nadziei. Tej malutkiej nadziei którą sama bym chciała ściaskac w dłoniach. A wszytsko dlatego, ze istnieje małe "s" które zabija to duże "S".
po tym długim wywodzie takim o wszytskim i niczym, logicznym tak bardzo i nielogicznym wcale pragnę podziękowac Panu dr Stelmachowi, któego widziałąm w zyciu raz a który juz sni mi sie po nocach, jak równiez zakomunikowac wszem i wobec ze ta notka jest sponosorawana przez literke S.



anioleczka 2005-11-30 15:15:07
skomentuj (4)